Biegłam wzdłuż granicy. Wreszcie wymęczyłam mojego ojca o jakieś zadanie - miałam bowiem po dziurki w nosie siedzenia na tyłku i wpatrywania się w butelki i zioła, jak Rova. To najnudniejsze zajęcie, jakie spotkało mnie na ziemi.
Tarcza wszędzie była równa. Iskrzyła się delikatnie pośród słonecznych promieni.
Czerwone i brązowe liście delikatnie spadały z drzew, a delikatny wiatr owiewał mi pysk.
W końcu, zauważyłam rozerwanie w tarczy. Wyglądało to tak, jakby tiulowe prześcieradło było przecięte pazurami.
Szrama zaczynała się bardzo wysoko, więc to pewnie pozostałość po tej..ee... Sharper? Sherpas?
Z prędkością świetlną pognałam do siostry.
Zatrzymałam się w pół kroku. A może lepiej wezwać Chanzę?
Moje rozmyślania przerwał nagły błysk. Wypuściłam powietrze i odwróciłam się.
Tarcza znów była nieskazitelnie czysta i niemal niewidzialna. Czyli moja siostra cały czas mnie śledziła?
Warknęłam rozjuszona i pobiegłam dalej wzdłuż tarczy.
* * *
Zmęczona całodzienną pracą, która już zdąrzyła mi się znudzić, pobiegłam na małe polowanie.
Z daleka, wyczułam woń łosi albo jeleni... Tak. Na pewno jeleni.
Powoli skradałam się coraz bliżej stada, aż skoczyłam na starego jelenia. Był tłusty, ale stary, więc pewnie łatwy do zabicia.
Uczepiłam się zębami jego szyi... Poczułam, jak mój kieł delikatnie rozrywa tchawicę.
Poprawiłam chwyt i tętnica była przegryziona.
Spłoszone stado uciekło. Zza krzaków wyszła ta... Sharp cośtam.
- Spłoszyłaś mi obiad - syknęła z wyrzutem.
Tak ona wczoraj, olałam ją totalnie i zabrałam się do jedzenia.
Sharpnes?
niedziela, 19 stycznia 2014
Od Sharpnes
Było słonecznie. Słońce grzało jak nigdy. Jak co dzień latałam pośród chmur. W końcu nie wytrzymałam. Jedno z moich skrzydeł z tego gorąca odmówiło posłuszeństwa. Starałam się wyrównać lot, ale... nie dałam rady. To było dziwne zjawisko. Zazwyczaj nie odczuwam temperatury. To musiała być magia. Wleciałam w jakąś barierę! Coś ściągało mnie w dół. Nie mogłam nic zrobić. Ale zaraz zaraz. Jestem panią niebios! W sekundę przywołałam południowe wiatry, które spokojnie postawiły mnie na gruncie. Otrzepałam sierść. Rozejrzałam się po polanie, na której stałam. Przede mną siedziały dwie wadery. Spojrzałam na nie obojętnym wzrokiem i sobie poszłam. Wtedy też usłyszałam krzyk jednej z nich:
-Mnie się nie ignoruje!
Odwróciłam głowę. Obrzuciłam tą waderę znudzonym wzrokiem i ponownie zaczęłam iść. Ona wkurzona podbiegła do mnie. Zatarasowała mi drogę.
-Jak się nazywasz?
-Sharpnes - powiedziałam z obojętną miną i zaczęłam iść, tym razem w lewo
-Hej! Patrz na mnie jak ze mną rozmawiasz!
-A jeśli z tobą nie rozmawiam? - powiedziałam zuchwale i ironicznie.
Jak widać to nie spodobało się tej waderze. W końcu dała mi spokój, ale podeszła ta druga.
-Więc Sharpnes, co tu robisz?
-Ktoś się bawił magią przestrzenną.
-Oj, wybacz, wpadłaś w barierę?
-Tia.
-W takim razie zapraszam cię na przeprosinowe polowanie.
-A mogę znać imiona?
-Jestem Rova, i przepraszam cię za moją siostrę, Avenę.
Poszłam za Rovą (odmiana? xD). Niestety nie zdążyłyśmy znaleźć żadnego stada jeleni, czy czego innego, ponieważ nagle coś wypaplałam.
-Coś mi mówi, że chcę dołączyć do waszego stada - wymamrotałam.
-Co? Możesz powtórzyć?
-Coś-mi-mó-wi - zaczęłam sylabizować - że-mam-do-łą-czyć-do-wa-szej-wa-ta-hy
-Hahaha - wtrąciła się ta cała Avena.
-W takim razie pójdziemy cię przedstawić reszcie stada - powiedziała Rova
Poznałam wszystkich z watahy i to zostałam.
-Mnie się nie ignoruje!
Odwróciłam głowę. Obrzuciłam tą waderę znudzonym wzrokiem i ponownie zaczęłam iść. Ona wkurzona podbiegła do mnie. Zatarasowała mi drogę.
-Jak się nazywasz?
-Sharpnes - powiedziałam z obojętną miną i zaczęłam iść, tym razem w lewo
-Hej! Patrz na mnie jak ze mną rozmawiasz!
-A jeśli z tobą nie rozmawiam? - powiedziałam zuchwale i ironicznie.
Jak widać to nie spodobało się tej waderze. W końcu dała mi spokój, ale podeszła ta druga.
-Więc Sharpnes, co tu robisz?
-Ktoś się bawił magią przestrzenną.
-Oj, wybacz, wpadłaś w barierę?
-Tia.
-W takim razie zapraszam cię na przeprosinowe polowanie.
-A mogę znać imiona?
-Jestem Rova, i przepraszam cię za moją siostrę, Avenę.
Poszłam za Rovą (odmiana? xD). Niestety nie zdążyłyśmy znaleźć żadnego stada jeleni, czy czego innego, ponieważ nagle coś wypaplałam.
-Coś mi mówi, że chcę dołączyć do waszego stada - wymamrotałam.
-Co? Możesz powtórzyć?
-Coś-mi-mó-wi - zaczęłam sylabizować - że-mam-do-łą-czyć-do-wa-szej-wa-ta-hy
-Hahaha - wtrąciła się ta cała Avena.
-W takim razie pójdziemy cię przedstawić reszcie stada - powiedziała Rova
Poznałam wszystkich z watahy i to zostałam.
niedziela, 12 stycznia 2014
Witam!
Witam Cię, w Watasze Jesiennej Magii!
Ja jestem Bijou, tutejszy Alpha i z radością otwieram ponownie moje stado wilków! Proszę, dołączajcie (zakładka Odważysz się zostać?) do mnie i do moich dwóch córek: Rove i Aveny.
Mam nadzieję, że ruszymy i podążymy dobrą ścieżką. Chodź razem z nami!
Bijuo
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)