Było słonecznie. Słońce grzało jak nigdy. Jak co dzień latałam pośród chmur. W końcu nie wytrzymałam. Jedno z moich skrzydeł z tego gorąca odmówiło posłuszeństwa. Starałam się wyrównać lot, ale... nie dałam rady. To było dziwne zjawisko. Zazwyczaj nie odczuwam temperatury. To musiała być magia. Wleciałam w jakąś barierę! Coś ściągało mnie w dół. Nie mogłam nic zrobić. Ale zaraz zaraz. Jestem panią niebios! W sekundę przywołałam południowe wiatry, które spokojnie postawiły mnie na gruncie. Otrzepałam sierść. Rozejrzałam się po polanie, na której stałam. Przede mną siedziały dwie wadery. Spojrzałam na nie obojętnym wzrokiem i sobie poszłam. Wtedy też usłyszałam krzyk jednej z nich:
-Mnie się nie ignoruje!
Odwróciłam głowę. Obrzuciłam tą waderę znudzonym wzrokiem i ponownie zaczęłam iść. Ona wkurzona podbiegła do mnie. Zatarasowała mi drogę.
-Jak się nazywasz?
-Sharpnes - powiedziałam z obojętną miną i zaczęłam iść, tym razem w lewo
-Hej! Patrz na mnie jak ze mną rozmawiasz!
-A jeśli z tobą nie rozmawiam? - powiedziałam zuchwale i ironicznie.
Jak widać to nie spodobało się tej waderze. W końcu dała mi spokój, ale podeszła ta druga.
-Więc Sharpnes, co tu robisz?
-Ktoś się bawił magią przestrzenną.
-Oj, wybacz, wpadłaś w barierę?
-Tia.
-W takim razie zapraszam cię na przeprosinowe polowanie.
-A mogę znać imiona?
-Jestem Rova, i przepraszam cię za moją siostrę, Avenę.
Poszłam za Rovą (odmiana? xD). Niestety nie zdążyłyśmy znaleźć żadnego stada jeleni, czy czego innego, ponieważ nagle coś wypaplałam.
-Coś mi mówi, że chcę dołączyć do waszego stada - wymamrotałam.
-Co? Możesz powtórzyć?
-Coś-mi-mó-wi - zaczęłam sylabizować - że-mam-do-łą-czyć-do-wa-szej-wa-ta-hy
-Hahaha - wtrąciła się ta cała Avena.
-W takim razie pójdziemy cię przedstawić reszcie stada - powiedziała Rova
Poznałam wszystkich z watahy i to zostałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz